niedziela, 4 października 2015

15. Chyba wracam.

Dlaczego jesień jest taka surowa i nie mogę się na niczym skupić. Nic mi się nie chce. Z wyjątkiem jedzenia. Chciałam zrobić sobie przerwę od bloga i pozbierać tony motywacji. W efekcie tylko tony kilogramów i kalorii. Ludzie są niedojebani - widzę po sobie. Ważę ponad, grubo ponad 50 kilogramów. Prawdopodobnie nawet 53 lub 54. Widzę, że jestem gruba. GRU-BA. Płaczę, ale nic z tym nie robię. Zaleta: nie rzygam już od 4 dni. O moich kibelkowych ekscesach opowiem kiedy indziej.

Zawaliłam sprawę z moim przyjacielem. Nie chcę, żeby stało się coś więcej niż powinno.

Jestem gruba. Gruba.Gruba.Gruba.Gruba.Gruba.Gruba.Gruba. Gruba. 

Kupiłam sobie uroczy notesik.

Ostatnim posiłkiem: obiad.
Śniadanie: najczęściej jogurt z owocem lub jajecznica z 1 jajka z pieczywem
Drugie: owoc
Obiad: coś ciepłego, nie jeść na mieście!
Limit: 700 kcal
Ćwiczenia: 30 minut 5 razy w tygodniu


Także ten, nie wiem czy wstyd czy może obojętność jest tu właściwym słowem. Chcę być perfekcyjna, kurde mać. Kończę pisać, przebieram się i do jakichś ćwiczeń, a potem do nauki. 
I can do it, I can do everything whatever I want. Amen.

Zbyt cukierkowe, ale walić to. Czuję, że kiedyś odlecę, wiecie? Tak daleko. A jedynym pytaniem, jakie będzie się nasuwać ludziom pozostanie "Dlaczego?".

środa, 23 września 2015

14. Naucz się od nowa.

I się stało. Czekają mnie wyniki, biorę tabletki, przerwałam głodówkę, rzygam. Zacznę od początku. W poprzednim roku zrobiłam sobie badania, które poszły tak fatalnie, że doktorka zaczęła mi grozić psychologami. Zupełnie bez powodu, wtedy jadłam stosunkowo normalnie. Rodzice jednak nieźle spanikowali, nie dziwię im się w sumie. Ostatnio mama chce te badania powtórzyć przez moje rzekome schudnięcie. Spodnie, owszem, spadają mi już z dupy do tego stopnia, że chyba będę musiała zainwestować w nowe, ale nie przesadzajmy. Głodówkę przerwałam. Niejedzenie niczego minimum 2 razy tygodniowo, po czym jedzenie i znoszenie tego cholernego uczucia. Rzyganie, tradycyjnie już. To już szablonowy opis bulimii, niestety. Wróciła - niech spierdala. 

Biorę tabletki, które mam zażywać w czasie jedzenia. Dzięki temu mogę chociaż trochę poprawić wyniki badań i nie mieć całkowicie przerąbane w domu. Przez rzyganie już wiem, że potas mam w plecy. Jutro wycieczka szkolna. Zrobiłam sobie kanapki, wezmę 2 jabłka i pitny jogurt naturalny. Na śniadanie jakieś musli z jogurtem. Do rozpoczęcia SGD muszę nauczyć się jeść ograniczone ilości i nie rzygać. Nie wiem co niesie ze sobą jutro. Nie wiem co niesie ze sobą SGD. Nie wiem co niesie ze sobą weekendowa waga. Nie wiem co niosą ze sobą kolejne wyniki badań. Ale kolejny dzień to historia pisana od nowa. Chcę otworzyć dziennik i właśnie to zrobić - zapisać kolejny dzień, który zacznie się za 40 minut.


wtorek, 22 września 2015

13. Nie przestawaj

Nie spodziewałam się, że tyle osób pisze się na 4-dniową głodówkę - dziękuję. Moja jest o kawie i herbacie. Kupiłam green coffee, chyba będę ją pić rano, dla pobudzenia. W czwartek jadę na wycieczkę szkolną. Ogólnie cały ten tydzień to jakiś jeden wielki zapierdziel. Tylko sprawdziany, kartkówki, prezentacje. Mało czasu. Jedzenie zabiera czas, prawda?

Strach. Przez ostatnie 2 miesiące unikałam tego słowa jak ognia. S-T-R-A-C-H. Przed wagą, rodzicami, ludźmi. Jedzeniem, rzyganiem, niejedzeniem. Z nim przychodzi najczęściej też kontrola. Boisz się, więc pilnujesz bardziej, proste. Niestety tylko w teorii, a ona zawsze jest łatwa i przyjemna.

Bulimio, wróciłaś? Czy przez ostatnie lata niewystarczająco ze sobą byłyśmy, że teraz odwiedzasz mnie nawet 3-4 razy dziennie? To przez niego? Przez s-t-r-a-c-h? A może to nie Ty. Może to tylko sen. 
Budzę się, a Ciebie nie ma. Jest tylko jedzenie na stole. Przyjdziesz, gdy zniknie w moim żołądku.

Dziś drugi dzień głodówki za mną - dzięki, że jesteście, bo wiem, że sama nie dałabym rady. Jeszcze dwa. I ćwiczę, dziś biegałam, a wczoraj był ABS i cardio. Po zakończeniu diety MSGD, co ma miejsce we wtorek zresztą, przejdę na jakieś SGD lub coś w tym stylu. Głodówki ograniczę do 1 lub 2 na tydzień, chyba że któraś z was planuje coś większego od października lub w przyszłym tygodniu.

wczoraj 21 wrz
kawa, herbata bez i capuccino bez cukru, których nie liczę: 0
0
cardio 7 min
abs 5 min

dziś 22 wrz
kawa, herbata, cappucino, więcej kofeiny: 0
0
bieganie i maszerowanie 1 h


czwartek, 17 września 2015

12. Życie mi ucieka.

Wczoraj:
***
Miałam już tu nie pisać. Cóż, widocznie was polubiłam. Lub może to tylko przyzwyczajenie? Prawda jest taka, że czuję jak wszystko mi się wali. Nie mam kontroli, stała się ona już mitem. W rozpiskę diety nawet nie zaglądam, bo głoduję kiedy chcę. 2 razy w tygodniu dokładniej. A poza tym nawet nie liczę kalorii. Samo "zdrowie", prawda? Ci, którzy pod ostatnim postem wypisywali mi akt zgonu muszą być rozczarowani - żyję, nie umrę chyba tak szybko, ups. 

Babka na w-f mi dziś powiedziała, że schudłam. Pierdolenie. Nic nie schudłam. Moja waga lewituje sobie przy granicy 50-51 kilogramów. 50-51-52-51 i tak do zrzygania. Dosłownie. Mam dość płaczliwego głosu mojej mamy po każdym weekendzie. Myśli, że jak sobie pobłaga do słuchawki, to od razu zacznę wpierdzielać cukiereczki. Niedoczekanie. Jedyne co muszę teraz zrobić, to się ogarnąć. I zacząć liczyć te pierdolone kalorie, i pisać na blogu, i schudnąć, i uczyć się więcej, i na litość boską nie wpierdalać tyle. Trochę tego jest, co? 

Znalazłam całkiem fajną bluzę. Będzie moją nagrodą jak zejdę do 45 kilogramów. A zrobię to, nie ma lipy. Ustaliłam sobie, że 

Kończę dzisiaj:
***
mimo wszystko ciągnę dietę dalej. Jeśli któraś miałaby ochotę na 4-dniową głodówkę od poniedziałku, to zapraszam. Tylko błagam, głodówka to 0 kcal lub ewentualnie, jeśli nie liczycie, kawa i jakieś gumy. A nie jogurt, sok, owoc, ale dzień i tak zaliczony. Przynajmniej ta, którą proponuję taka nie jest.

Dzisiaj:
 3 zielone herbaty
0/0
w-f.

Cieszę się, że tu jestem. Dziękuję.

poniedziałek, 7 września 2015

11. Zero.

Rany, jak ja nie znoszę żreć. Po dzisiejszej głodówce wreszcie czuję, że żyję. U rodziny jestem na cenzurowanym, mam szlaban na bieganie rano i aktywność w ogóle. Jeśli jem na mieście, to mam przynosić paragony, paranoja. Teraz jestem pewna, że nie będę jeść, ups. Coś im nie wyszło. Jutro też na pewno będzie 0, pojutrze nie wiem jak będzie, bo mam 2 w-fy od rana, więc może wypiję kawę lub energetyka. Nieważne zresztą. W piątek już wiem, że głodówka odpada, m.in. dlatego zrobiłam dzisiaj, żeby zamienić. 

Wczoraj nie wiem ile kcal miało babcine mleko, ale ogólnie w 650 kcals raczej się zmieściłam. No i dzisiaj zero. Robię nadal squat challenge i abs.

Wracam się uczyć.
Ten post jest bez sensu.
Jeśli ktoś to musiał czytać - sorry.


sobota, 5 września 2015

10. Głodówka 5.0

Jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi, nigdy nie przestawajcie marzyć. Nigdy nie dajcie sobie wmówić, że coś jest ponad wasze siły, a wam się nie uda, bo przecież wielu próbowało. Aby dokonać rzeczy wielkiej zostaniesz uznana za szaleńca, a Twoja ambicja zostanie wyśmiana. I niekoniecznie przez innych, głównie przez samą Ciebie. Nie wolno Ci się jednak poddać, bo nie chcesz być słaba, co oznaczałoby jednocześnie porażkę. A przecież Porażka nie wchodzi w rachubę, pamiętasz?

Skończyłam 5-dniową głodówkę. Ile było z tym kłamania i kombinowania, mroczków przed oczami i sapania po 300 metrach, to wiem tylko ja. Piłam tylko wodę i herbatę, głównie zieloną. Nic nie jadłam, nie żułam nawet gum, mentosów, nie brałam tabletek. Tak, moje drogie, kawa i gumy też mają kalorie. Wczoraj jeszcze mama zrobiła mi melisę, bo wcisnęłam kit, że chce mi się rzygać po naleśniku, którego rzekomo jadłam z koleżanką i zupie grochowej, którą udałam, że jem. Muszę gdzieś zapisywać te wymówki, bo się w nich gubię.

Zobaczyłam dziś na wadze 48,8 kg. Ostatni raz było tyle około 1,5 roku temu. Jak zwykle prawie się wzruszyłam, bo to coś niesamowitego, żeby tak tęsknić za kilkoma cyferkami. Wszyscy mi mówią, że schudłam, spodnie spadają mi z dupy, twarz ma ponoć fajny kształt, a kości biodrowe się pokazały i mają się dobrze. Tak przynajmniej sądzą ci wszyscy pozornie mili. Osobiście uważam, że ostatnie faktycznie się zgadza, ale to może przez głodówkę. 

Dziś 20% diety będzie za mną, mam nadzieję, że dziewczyny, które robią ją ze mną nie zemdlały gdzieś po drodze. K_Doskonała, jeśli to czytasz, mam nadzieję, że się odezwiesz i wszystko jest okej, a kolejnego posta nie napiszesz na przykład ze szpitala.  Jednocześnie robię squat challenge i abs, więc jakoś to leci. No i bieganie rano + czasami wieczorem, ale tego pierwszego zaprzestaję, bo jak już wspomniałam - po pół kilometra dyszę jak świnia. 


2.09 środa
2x zielona herbata
0/0
poranny bieg 20 min 
abs 5 min
squat challenge dzień 3
zapierdziel na w-f x2 90 min

3.09 czwartek
herbata yerba mate
zielona herbata
0/0
w-f 45 min
poranny bieg 20 min
abs 5 min
squat challenge dzień 4 regenracja
bieganie na wieczór 30 min

4.09 piątek 
zielona herbata x2
melisa 
0/0
squat challenge dzień 5

5.09 sobota
pół banana: 57
100 g serka wiejskiego: 100
połowa pomidora: 15 
pół marchewki: 6
burak: 40
kluski z białego sera z jogurtem: 300
kawa z mlekiem (w planach): 20
528/650
squat challenge dzień 6
abs 5 min

Planowałam tego posta od czwartku, ale zwyczajnie nie miałam czasu. Już teraz idę się uczyć, bo ponoć na tym polega perfekcja. Już kupiłam sobie repetytorium maturzysty z historii, bo za rok ostatnia klasa liceum i pasowałoby jakoś to zdać. Mogłabym pisać i pisać, ale nie posiadam doby z gumy. A szkoda.

wtorek, 1 września 2015

9. Herbata nie tuczy(?)

Siedzę sobie w mieszkaniu. Jestem sama. Po rozpoczęciu, po zobaczeniu tych wszystkich ludzi. Chcę być sama. Jutro mam z nimi spędzić 8 godzin. Okej, za częścią z nich nawet tęskniłam, mam tu na myśli zamkniętą grupkę najbliższych znajomych. Dzisiaj jednak nie mam humoru na żadne śmiechy, żarty, rozmowy. Za dużo osób jednego dnia, wstałam dziś o 5:00, do tego serdecznie nienawidzę słońca. Idę spać. 

Do szkoły mam już prawie wszystko oprócz niektórych książek. Jestem bardzo zadowolona z zakupów, nawet cieszę się, że szkoła zbliża się wielkimi krokami i jest praktycznie tuż obok. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że się nie wysypiam. Muszę zacząć chodzić do łóżka o 21:00. Jeśli chcę biegać rano, to nie ma zmiłuj. 

Od początku diety, czyli od wczoraj mój plan wygląda następująco: pobudka o 5:00, 20 min biegania, ABS i squat challenge. Razem jakieś 30-35 minut. Czasami biegam też po południu, z kolegą. I jeśli chodzi o aktywność fizyczną, to byłoby na tyle w kwestii najbliższego miesiąca. 

Kupiłam sobie herbatę o smaku prażonego kakao, wanilii i orzechów oraz jagody z wanilią. Są zarąbiste, zwłaszcza ta 1 :) Na głodówce nie pozwalam sobie na nic poza wodą i herbatą. Jeśli będę mieć większe limity, to będę mogła postawić na jakieś energetyki light, kawę i mentosy/gumy do żucia. 

31.08 poniedziałek
zielona herbata x2
herbata yerba mate
0/0
20 min porannego biegu
abs 
squat challenge dzień 1
20 min wieczornego biegu

1.09 wtorek
herbata yerba mate 
herbata owocowa
zielona herbata 
0/0
poranny bieg 20 min
abs 5 min
squat challenge dzień 2 

Dzisiaj mnóstwo osób powiedziało mi, że schudłam. Koleżanki, koledzy - wszyscy coś widzą. A to nogi, a to brzuch, a to ogólnie figura. To byłoby nawet przyjemne, gdyby było szczere i zgodne z prawdą, ale spójrzmy tejże prawdzie w oczy. Porzygać się można (odpukać). Postanowili sobie kłamać - spoko. Ja nie mam zamiaru wciskać im wazeliny na siłę, bo tak wypada. Chyba, że do gardła, żeby się nią udławili. 





niedziela, 30 sierpnia 2015

8. W krainie jutra.

Jutro kupię sobie wszystko do szkoły. Jutro spotkam się z przyjacielem, którego nie widziałam całe wakacje. Jutro pójdę biegać o 5:30. Jutro pouczę się hiszpańskiego. Jutro mam pierwszy dzień głodówki i zarazem pierwszy dzień diety. Jutro już trwa?

Mam mętlik w głowie, ale też czuję nieopisaną radość. Coś dziwnego. Przez te 4 dni praktycznie nie liczyłam kalorii. Nienawidzę siebie za to. Cóż, gratulacje, na 4 z przodu muszę jeszcze zaczekać. Nieważne, o historię mogę się martwić od 1 września, a ten dzień jak na razie nie nadszedł. Nadejdzie pojutrze, jutro. Dziś tatuś powiedział, że schudłam. 
Dużo to dla mnie znaczy. 
Zobaczyłam się w lustrze. 
Kłamał. 

Ja też kłamię. To wygodne, nie mam o to do nikogo pretensji. Jeśli to kogoś uszczęśliwi - niech się nie krępuje. 

Już o niczym nie myślę. Wyłączam się. Książki. Zielona herbata. Hiszpański. Szkoła. Zakupy. Waga. Woda. Rodzice. Spotkanie z kumplem. Bieganie. Siła. Chudość. Perfekcja.



środa, 26 sierpnia 2015

7. Słabi muszą dusić się.

Podstawy prawa wciągnęły mnie kompletnie i nauka sprawia mi swego rodzaju radość. Wkuwanie regułek, mniej myślenia o żarciu na wieczór - super. Do tego dochodzi hiszpański, którego jeśli będę uczyć się tak jak planuję - 15 minut dziennie, to może napiszę z niego maturę? Who knows. Pozostała nauka to Pan Tadeusz. W poprzednim roku szkolnym język polski jakoś mi nie poszedł. Nie spędzałam nad nim wystarczająco dużo czasu, gdzie mi tam do najlepszych. W tym to się zmieni, bo mam zamiar poważnie podejść do tego przedmiotu. Uczyć się już 3 dni przed sprawdzianem, ponieważ perfekcyjni nie siedzą na dupach przed laptopem, tylko robią notatki, notatki notatek, po czym się uczą i nie myślą o jedzeniu. A rodzice są z nich dumni. 



Od poniedziałku mam 5-dniową głodówkę i jak na razie jestem na etapie przyzwyczajania się do tej myśli. Na wodzie i zielonej herbacie od poniedziałku do piątku - uważam to za coś pięknego. Poza tym za kilka dni koniec wakacji. Chyba w roku szkolnym powrócę do mojego biegania rano, czyli pobudka od 4:30 do 4:45 i poranny jogging. Myślę, że przez wzgląd na głodówki nie musi to być długo. 20-25 minut byłoby okej, rozbudziłabym się, a jednocześnie nogi by mi nie odpadały i mogłabym się spokojnie ogarnąć. Do tego jeszcze to wyzwanie i będzie git.


Wczoraj na wadze było 50,4 kg! Nie wierzyłam w to, chyba nadal to do mnie nie dociera. Może uda mi się dojść do tych 50 kg do końca wakacji, chociaż nadal nie sądzę. Cholera, miesiąc wyrzeczeń, bez zawalania, cheat dayów, z intensywnymi ćwiczeniami jednak dał efekt. Spodnie już mnie tak nie opinają, leżą świetnie powiedziałabym. Nie wiem jak z resztą ciuchów, bo boję się w nie wejść. Pierwszy poważny cel jest tak blisko, nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam czwórkę z przodu. To smutne. 

24.08 poniedziałek
6x graham + dodatki: 500
ziemniak: 60
trochę mizerii: 30 
590/600
5 min interwał
Turbo Spalanie Chodakowskiej: 45 min
Rolki: 30 min

25.08 wtorek
łyżka ugotowanych pł. owsianych: 50
125 ml mleka: 75
arbuz: 30
3x graham: 180
masło: 50
kluski z białego sera: 300
685/600
zestaw burn 100 kcal

26.08 środa
3/4 bułki: 150
tost z serem: 200
chleb wiejski: 100
twaróg chudy: 60
gruszka: 70
580/600
interwał 5 min
cardio 5 min
ABS 5 min
na nogi 5 min
rozciąganie 5 min

Ten tost był planowany od tygodnia, ogólnie cały czas miałam ochotę na chleb, ser itp. co widać po moich bilansach. To Turbo Spalanie było karą za 'dzień chlebowy'. Ale po dzisiejszym śniadaniu ochota na to żarcie mi chyba przechodzi. Rano zrobię sobie coś bardziej pożywnego, jakąś owsiankę lub jajecznicę. Z zapychaczy mam jeszcze kaszę gryczaną na obiad, więc jakoś to będzie. 

Jestem zmęczona. 
Chcę być sama. 

niedziela, 23 sierpnia 2015

6. Koniec diety AIT

Ściągnęłam sobie Podstawy prawa i chyba stanie się to moim nowym hobby służącym do niemyślenia o żarciu. Kocham języki, uczę się trzech i między innymi dzięki nim nie zawalam. Od września dojdzie do tego jeszcze historia - żyć nie umierać. Przechodzę też wtedy na nową dietę, ale o tym za chwilę. 

22.08 sobota
3x graham + trochę serka: 240
kawa z mlekiem: 10
gołąbek wege (sporo farszu): 200
troszkę mizerii: 30
480/500
5 min interwałów 
30 min rolek 

23.08 niedziela
3x graham z twarogiem: 220
pół pomidora: 15
mniejszy gołąbek wege: 190
kawa z mlekiem x2: 20
pomidor z twarogiem: 70
515/550
ćwiczenia na spalenie 100kcal 

I tak oto dzisiaj skończyłam AIT, moje drogie. 

Na kolejny tydzień ustaliłam sobie sama limity. Nie wiem w sumie nawet po kija, pewnie to takie pragnienie kontroli. 

Poniedziałek, wtorek, środa 600 kcal
Czwartek 500 kcal
Piątek: 700 kcal
Sobota: 600 kcal
Niedziela: 500 kcal
A od następnego poniedziałku, 31 sierpnia nowa dieta. 


Coraz częściej kiedy jestem kłębkiem nerwów pomaga mi medytacja. W głodówkach też się sprawdza. Czytuję od czasu do czasu Osho, polecam. Zawsze warto czymś się zająć.

piątek, 21 sierpnia 2015

5. Kiedyś zadzwoni sumienie.../Koniec wyzwania 30 dni Mel B+Tiffany

Kiedyś zadzwoni sumienie:
"Czy zamawiał pan budzenie?"
Światło spłoszy senne mary
Bańka pęknie, znikną czary.

Ostatnio mam wrażenie, że słucham dużo piosenek o sumieniu. Po co? Żeby się łudzić, że jeszcze je mam? To nie jest konieczne, wiem, że je posiadam. Kolejna słabość do kolekcji. Tutaj macie tłumaczenie Gewissen (po polsku "sumienie", kto by pomyślał). Nie brzmi to wam znajomo? Ten motyw o byciu z Tobą  zawsze, od świtu do nocy, o tym, że od tego się nie uwolnisz, choćbyś chciała. 

Dobra, koniec.
Rajan, idź spać.

Wczoraj około 19:00 weszłam z ciekawości na wagę. Było 51,6 kg. Niesamowite. Byłam bardzo zaskoczona, że po całym dniu mogę tyle ważyć. Myślałam nawet, że jak tak dalej pójdzie, to 50 kg do końca wakacji jest całkiem możliwe. Rano podekscytowana znów wchodzę na wagę, a tu 52,1 kg. Podłamałam się trochę, nie powiem. Rozczarowanie jest tu chyba właściwym słowem. Na noc wypiłam 1,5 l wody i herbatę, to może być powód. Druga opcja to lunatykowanie i żarcie w nocy, co raczej odpada. Czytałam co prawda książkę o dziewczynie, która opierdzielała całą lodówkę i tego nie pamiętała. Potem jak się ocknęła, to miała na sobie okruszki i to tyle. Ale z lodówką u mnie okej, a ja nie jestem jeszcze na tym stopniu niedojebania na szczęście. Zatem to ta woda. I tak się wkurzyłam.

Naleśniki. Moja słabość i źródło rozpusty teraz smakuje jak żarcie. Zwykłe żarcie. A to ciekawe.

Najważniejsze: Dziś zakończyłam wyzwanie Mel B + boczki Tiffany. Dla niewtajemniczonych info w skrócie: polega ono na tym, że codziennie robimy:
  • rozgrzewkę Mel B 5 minut
  • jakieś cardio nieobowiązkowo (ja tak robiłam, żeby być bardziej rozgrzana przed resztą) 5-10 min
  • Mel B pośladki 10 min
  • Mel B nogi 10 min
  • Mel B brzuch/abs 10 min
  • Tiffany boczki co 2 dzień 10 min
  • rozciąganie z Mel B 5 min 
Razem: 45-60 minut


Miałam w sumie poważne wątpliwości czy uda mi się dojść do końca, czy wystarczy mi chęci, motywacji, systematyczności. A jednak można. Teraz czuję taką pustkę, bo przez ostatni miesiąc te ćwiczenia były stałym punktem mojego dnia. Teraz będę robić jakieś cardio, a od Mel B należy mi się odpoczynek.

AIT też niedługo skończę. Dokładnie za 2 dni. I też nie wiem co potem, bo kolejną konkretną dietę mam od 31 sierpnia. Mam już jakiś zarys planu, ale jeszcze muszę go uporządkować.

19.08 środa 
1,5 gruszki: 115
zupa: 250
pół zamrożonego jogurtu: 80
445/450
dodatkowo (oprócz Mel B) 1 h na rolkach

20.08 czwartek
2 malutkie brzoskwinie wielkości tych śliwek: 40
3 śliwki: 18
3,5 x chleb razowy: 210
z serkiem topionym:50
kilka kopytek: 100
418/400
dodatkowo xhit burn 100 kcal
Szkoda mi tego, tym bardziej, że gdybym nie zapomniała, że jadłam te owoce rano, to byłoby ok.

21.08 piątek
kawa z mlekiem: 10
2x naleśnik: 340
mizeria: 60
410/450

Chyba spróbuję obejść się także bez śniadań jako takich. Tylko kawa z mlekiem, dzisiaj świetnie się po tym czułam, nawet się pouczyłam rano, co jak na mnie jest dziwne, bo należę zdecydowanie do nocnych marków. 



Death to everyone is gonna come
And it makes hosing much more fun.

wtorek, 18 sierpnia 2015

4. I wykończymy wszystkich obrzydliwców

Po okresie. Wiem to na podstawie wagi, która z 53,4 kg wczoraj rano zeskoczyła na 52,2 kg dziś. Fajnie. Już zaczęłam myśleć, że mój metabolizm jest równie pojebany nienormalny jak jego właścicielka. Wczoraj nie ćwiczyłam nic oprócz cardio, czułam się jak gówno, wszystko mnie bolało, a gdy robiłam te wszystkie jumping jacks, to dokuczał mi jakiś ból w górnej części czaszki. To chyba przez tą grypę. Albo mózg mi rośnie. Długo czekał, lepiej późno niż wcale jak to mówią. 

Dziś natomiast zgodnie z planem - ćwiczyłam już normalnie, godzinę. Bywało mi słabo, ostatki choroby pewnie. I mam dziwny humor, takie nieuzasadnione szczęście lub może po prostu obojętność? Jak po jakichś prochach. Słuchałabym tylko muzyki, zdecydowanie za głośno jak na rodziców siedzących obok w gabinecie. GŁOŚNIEJ!




17.08 poniedziałek

kopytka bez dodatków: 250
3x graham posmarowany serkiem: 200
450/550

18.08 wtorek
2x graham z twarożkiem i pomidorem: 150
2x ziemniak: 160
mizeria: 50
360/500



niedziela, 16 sierpnia 2015

3. A czas płynie.

Niedługo koniec wakacji. To może i nawet dobrze. W końcu co mnie tu trzyma? Szkoła to de facto wyrwane 8 godzin z życiorysu każdego dnia. 8 h, mam nadzieję, niejedzenia. 1 września rozpoczynam też nową dietę wraz z LWTP
Od drugiego dnia, żeby nie było głodówek  w weekendy. Jeśli ktoś chce dołączyć, to nie krępujcie się.

14.08 piątek
pół grahamki: 90
serek: 130
3,5x chleb graham: 210
z serkiem paprykowym i waniliowym" 120
550/550
Notatka: Nie zjadłam naleśników. Nie mogłam, już nie zmieściłabym się. Nigdy nie czułam się tak silna jak dziś. Pozdrawiam swój okres #peace

15.08 sobota
kasza gryczana: 250
mizeria: 50
graham z serkiem: 80
grahamka z serkiem: 280
660/600
burn 100 kcal zrobione dodatkowo (y)
Notatka: A to wszystko przed 12. Nazwałam babcię świnią. Mamusia miała jakieś palpitacje. Spadł deszcz. Wreszcie.

16.08 niedziela
GŁODÓWKA
0/650
Notatka: brak

Wczoraj miałam jakąś grypę. Nadal boli mnie głowa. 



czwartek, 13 sierpnia 2015

2. (Nie)przeciętność

Czytając komentarze omal nie spadłam z kanapy na hasło: "zorganizowana". Naprawdę tak dobrze udaję? xD Well, dzięki, poprawiłyście mi humor.

Było już o diecie i ćwiczeniach, więc stwierdziłam, że warto napisać o czymś, co jest często pomijane na blogach o tematyce takiej jak moja. Osobiście uważam, że dążenie do sukcesu tkwi nie tylko w kontrolowaniu wagi, ale także w innych dziedzinach życia. 
Oceny. Wiecie co? Każdy chce osiągnąć maksimum za minimum wysiłku. Także moje podejście było takie i nadal się na nim łapię. Chcę spędzać jak najwięcej czasu na nauce, bo 
1) chcę mieć dobre oceny, marzy mi się najlepsza średnia w klasie, ponad 5.0 to absolutne spełnienie tych pragnień. A nie dojdę do tego samymi tylko chęciami, które prowadzą do "przeciętności". Nie, zdecydowanie nie. 
2)  moi rodzice już dawno nie byli ze mnie dumni. Co tu kryć, smutna prawda. A jeśli byliby dumni, to może mogłabym liczyć na jakieś dodatkowe korzyści :P Poza tym mam wytłumaczenie: Nie mogę jeść, muszę się uczyć. 
3)  mam zajęcie - nie myślę o jedzeniu, o niczym. Skupiam się tylko na nauce.
Co do punktu 3, to przechodzimy do kolejnej kwestii.
Hobby i umiejętności, dzięki którym jestem lepsza od innych. Nie wiem czy można nim nazwać języki obce. Uczę się angielskiego i niemieckiego w szkole, a hiszpańskiego sama. Uwielbiam, gdy ktoś mnie pyta: "Jak ty to robisz?". Zamierzam uczyć się 15 minut dziennie każdego z języków, nie wliczając w to prac domowych. Bo szkolna przeciętność to po prostu przeciętność. Do tego codziennie dokładam 15 minut historii, ale to już inna sprawa. Mam ją rozszerzoną, a na nauczenie się na 6 na sprawdzian sam tydzień wykuwania nie wystarczy. Nie u mojego nauczyciela, który mimo swojego optymistycznego usposobienia robi takie prace klasowe, że dziękuję, postoję.
 Co zjadłam:
3x chleb graham: 180
z serkiem: 60
2 plastry pomidora: 5
mizeria:50
pół ziemniaka: 40
marchewki: 100
435/500

Wywaliłam 2 ziemniaki. 
Mama powiedziała, że nawet dołączyłaby do tych moich ćwiczeń, gdyby u mnie była jakaś poprawa. 


 

środa, 12 sierpnia 2015

1. Bry.

Powinnam się zapewne przywitać, więc:
Cześć, jestem Rajan.
Teraz opowiedzieć o diecie, na której jestem. Zatem:
Jestem na AIT od 27 lipca. [Akurat tak się składało (i nadal składa), że bilans wyczerpuję zwykle do 14 xD] Nie miałam wpadek, a jeśli przekroczyłam o jakieś 10, 20 czy 120 kcal (to było najwięcej), to robiłam dodatkowe ćwiczenia na spalanie tychże kalorii. Jak to w regulaminie zresztą zostało już zawarte, zatem żadna filozofia.
Tak, wiem, jestem mistrzem Painta. Co jeszcze... Ach tak, ćwiczenia.
Od 22 lipca robię wyzwanie poniżej. Zaczęłam w środę i dlatego 2 pierwsze dni są niezakreślone. Zrobię to na końcu. Oprócz codziennych nóg, absu i pośladków z Mel B ćwiczę cardio zaraz po rozgrzewce, żeby być jeszcze bardziej rozgrzanym. W ten upał to takie niezbędne ._. Do tego wieczorem jeżdżę na rolkach minimum 40 minut, więc zdarza mi się ćwiczyć nawet po 2,5 h dziennie. Dzisiaj będzie 1 h 40 minut.   

Jeśli planujesz jakieś wyzwanie od września lub najwcześniej od 24 sierpnia, to byłabym wdzięczna, gdybyś dała mi znać. 

4,5 kromki chleba graham: 270
 z serkiem ze szczypiorkiem: 100
kalafior z odrobiną masła: 150
kawałek ziemniaka: 30
550/550

Blisko było. Wywaliłam 2 ziemniaki z obiadu. Ten kalafior też powinnam lub przynajmniej nie z masłem. Lub nie jeść tak wielkiego śniadania (fuck logic). Mniejsza o to.